Wracaliśmy z Alą z Londynu przez Eindhoven. Na przesiadkę było sporo czasu, więc urządziliśmy sobie spacer do miasta i z powrotem. Gdy już byliśmy na lotnisku zauważyłem, że któryś z pasażerów odstawia koło kosza na śmieci swój nowy namiot. Nie mieścił się ze stelażem w limicie bagażowym, a koszt dopłaty równał się kosztowi namiotu. Nastąpiła więc decyzja o porzuceniu. Ja podjąłem więc o przygarnięciu. Również nie miałem limitu bagażowego na ten namiot, ale wymyśliłem coś innego. Namiot zaniosłem nad kanał przepływający koło lotniska i ukryłem go w krzakach przy moście. Jeśli więc kiedyś pojawiłbym się znowu w Eindhoven – mój nowy namiot czekałby na mnie. Mogłem więc planować podróż z namiotem do Holandii nie martwiąc się o to jak przewiozę w bagażu podręcznym namiot. Namiot leżał tam sobie i czekał i czekał i czekał. Aż pewnego dnia do mojego mieszkania w Olsztynie zawitał Belg couchsurfer. Wracał samochodem z wakacji na Łotwie. W tym samym czasie jego żona z dziećmi leciały samolotem. Miał odebrać rodzinę z lotniska w Eindhoven i po drodze zatrzymał się na noc w Olsztynie by zregenerować siły. Podczas rozmowy wspomniałem o swoim namiocie, a nowy znajomy zaproponował, że sprawdzi czy namiot się dobrze miewa. Po 2 tygodniach dostałem informację, że namiot został odnaleziony, uprany i wysłany pocztą do Polski. W ten sposób udało się przetransportować namiot bezpłatnie i bez przekraczania limitów bagażowych. Gdy niosłem namiot “gdzieś”, nie wiedząc jeszcze gdzie – Ala spoglądała na mnie nieco dziwnie na lotnisku. Tak samo jak ona nie wiedziałem kiedy i jak zobaczę znów mój nowy namiot, ale miałem przeczucie. Czasami gdy nie wiemy co i jak warto zaufać przeczuciu. Jeśli mu zaufamy – reszta zrobi się sama. Zaufaj.

Kategorie: Notatki z podróży